poniedziałek, 7 października 2013

002. Wyprawa po Złoty Grzeb... Złotą runę.

Po dość burzliwych początkach mogę śmiało stwierdzić, że nie rezygnuję i nie usuwam blogaska, pomimo widma pozwu sądowego w skrzynce na listy mojej Perukarni.  Ale koniec gadania, przejdźmy do gwoździa programu.

Ogólny pomysł Roxee na bloga http://wyspa-zywiolow.blogspot.com/ jest dobry, gorzej z wykonaniem. Po raz kolejny dostaję dowód, że sprawdzenie rozdziału przed publikacją wiąże się z konaniem w męczarniach i aŁtorki wolą wrzucić byle co, oby dostać komcie i mieć pisaninę z głowy. Ilość błędów, jakie znalazłem, jest masakryczna, jednakże mieszczą się one głównie w tych częściach treści, którym nie odpowiadają moje kompetencje.
Rozdziałów było 8, pominąłem Prolog i 00, gdyż były krótkie (podobnie jak reszta) i nie zawierały żadnych opisów Alexandry, dzisiejszej gwiazdy.


Rozdział 1.

Alexandra stała na tarasie oparta o balustradę. Na jej twarz padały ostatnie promienie zachodzącego słońca. Przymknęła oczu i rozkoszowała się chwilą.

Alexandrę poznajemy w bardzo malowniczej scenerii. Nie ma co się łudzić, że jakakolwiek boCHaterka zaczyna swój opkowy żywot stojąc w korku albo zmagając się z niestrawnością. Musi być klimacik, padające promienie, przymknięte oczu i różne takie.


Po śmieci rodziców zmieniała miejsce zamieszkania aż cztery razy. Każdy jej opiekun prędzej czy później oddawał ją do sierocińca, bo była inna. Skryta samotniczka, której ulubionym towarzystwem było morze.

Ja się w sumie nie dziwię, że opiekunowie woleli nie mieć pod swoim dachem osoby, która lubiła przebywać w towarzystwie morza. Ciekawe, co wtedy robili. To musiała być dość... mokra rozrywka.
Pojawia się też kolejna z zasad egzystowania jako Merysuja - możesz albo mieć rodziców-chamów, którzy ci na nic nie pozwalają, albo dzieciństwo spędzić w sierocińcu. Szczęśliwe lata młodości nie wchodzą w grę.


Rozdział 2.


Alexandra po kolacji poszła wziąć długą, gorącą kąpiel. Napuściła wody do wanny i wlała płyn do kąpieli. Była tak zajęta tą czynnością, że nie zauważyła, iż do pomieszczenia wszedł James, syn Alysson. Oparł się o ścianę i zaczął przyglądać się kuzynce. Zatrzymał wzrok na długich nogach dziewczyny. Westchnął niezadowolony ze swego pokrewieństwa, z tą nieziemsko piękną istotą. Wtedy też Alexandra odwróciła się i krzyknęła przestraszona widokiem Jamesa w łazience. Chwilę później chłopak stał mokry od stóp do głowy, chociaż Alexandra przysięgłaby, że to nie ona go chlapnęła. Wprawdzie miała taki zamiar, leczona tego nie zrobiła.

Czy czyjś krewny również wchodzi sobie do łazienki, choć słyszy odgłosy brania przez was kąpieli? Powyższy opis jest niepokojący i boję się, że z tego może wyniknąć jakaś patologia albo kazirodztwo.
W tym momencie widzimy pierwszy przejaw doskonałości Alexandry - została określona nieziemsko piękną. Szczerze mówiąc, mnie to określenie zawsze bardzo bawi, gdyż zwykle istoty spoza naszej planety przedstawiane są jako zielone ufoludki z wielkimi, bulwiastymi głowami i palcami wykręconymi pod dziwnymi kątami.
Woop woop, będzie magia, będzie nadprzyrodzona zdolność! To wyjaśnia słabość Alex do morza. I jest tu też chyba jakiś motyw medyczny, gdyż leczona tego nie zrobiła. No proszę, co za różnorodność!


Alexandra w szkole starała się nie zwracać na siebie uwagi, co się jej niespecjalnie udawało. Co drugi chłopak ją zaczepiał, co ją bardzo irytowało.

 Na stołówce, podczas lunchu. Gdy Alexandra przechodziła obok grupki chłopaków, jeden z nich klepnął ją w tyłek. Dziewczyna odwróciła się i w tym samym czasie woda z butelki, trzymanej przez bruneta, stojącego obok, chlasnęła sprawcę w twarz. Alexandra spojrzała na niego lekko przestraszona i szybko przeszła do wolnego stolika w rogu sali.
Ech, znów te natrętne spojrzenia. Tylko tym razem musimy dodać również prostackie zachowanie, jednakże naprawdę się cieszę, że Alexandra zareagowała odpowiednio. Zwykle klepnięcie w tyłek się kończy seksami w składziku, o ile mi wiadomo. 


Rozdział 3.

Nie chciała by traktowano ją tutaj jak gościa, chciała być pełnoprawnym członkiem rodziny. Mieć prawa i obowiązki, bo źle się czuje z tym, że ona siedzi i nic nie robi, podczas gdy inni pracują. Po dłuższym rozmyślaniu, Alexandra postanowiła poprosić Alysson o pracę.
A mnie się myślało, że dzisiejsza młodzież to tylko komputery, seksy i maryhuaniny. Kryształowa łza szczęścia spływa po moim policzku!
Ale naprawdę, nie czepiam się. Miło widzieć postać, która rwie się do roboty!

-To miejsce jest przepełnione mocą- Oczy dziewczyny zaszły mgłą a ona opowiadała jak w transie-W tym miejscu medytowała, to był jej pokój i tutaj rzuciła swe ostatnie zaklęcie-Alex zamknęła oczy a gdy je z powrotem otworzyła miały już normalny błękitny odcień.
Tak. Jeśli Merysujka ma jakąś moc, to zwykle towarzyszą temu anomalie koloru oczu (jak dotąd nieokreślonych tęczówkami, ale czytam i analizuję na bieżąco, więc nie kraczę). Tu pojawił się jeszcze trans (którego później Alexandra rzecz jasna nie pamięta), sprowokowany przez oszkloną latarnię morską schowaną za rzeźbionymi, dębowymi drzwiami. Serio.

W nocy, Alexandrze śniła się ta wieża oraz pewien tunel. Szła przez hol na dole a w następnej chwili szła już nieznanym jej korytarzem. 
Alexandra raptownie się obudziła z przemożnym pragnieniem znalezienia tego miejsca. Kierowana nieznaną siłą zeszła do piwnicy i skierowała się do półek z przetworami. Między jedną a drugą, była metrowa przerwa. Gdy dziewczyna podeszła bliżej, zobaczyła wystający, kwadratowy kawałek kamienia, z namalowanym, rybami. Dotknęła go dłonią i poczuła mrowienie na całym ciele. Przycisnęła go mocniej, kwadrat gładko wsunął się w ścianę. Po chwili otworzyło się przejście. Alexandra niepewnym krokiem weszła do środka. Następnie trochę pewniejszym krokiem ruszyła w głąb. Szła kilka naście minut w całkowitych ciemnościach, lecz potem robiło się coraz jaśniej. W końcu zobaczyła światło na końcu korytarza……
Jak widać, w.w. Alexandra miewa prorocze sny, kolejny nieodłączny element nadprzyrodzonej Merysujki. Do tego prezentuje nam nadzwyczajny wręcz zmysł, dzięki któremu po ciemku, niemalże na ślepo (no bo kto zaraz po przebudzeniu widzi cokolwiek, szczególnie ciemne wyrwy w ciemnej ścianie w ciemnej piwnicy?) odnajduje korytarz ze snu! Niebywałe.
I, wybacz, Roxee, że to powiem, ale nieco niemądrym ze strony Alex jest "iście" w stronę światła. No bo wiadomo, jak to się zwykle kończy.


Rozdział 4.

Runy zaczęły świecić jasnym blaskiem i ułożyły się w całkiem inny kształt. Po chwili cała grota zaczęła drżeć, Alexandra miała świadomość, że jaskinia może się zawalić i pogrzebać ją tu na zawsze, lecz nie odczuwała lęku. Czuła jedynie ciekawość. Tak jakby czekała na ten moment całe życie.
Jeju, jak bardzo chciałbym tu powiedzieć, że "świecić jasnym blaskiem" to masło maślane. Ale nie mogę.
Kolejna z cech Alexandry -  dziewczę uwielbia brawurę. Kiedy jaskinia chwieje się w posadach, Alex jedynie jest ciekawa, jak się to wszystko skończy, bo czekała na to całe życie.


Alexandra kucnęła i włożyła dłoń do wody, lecz szybko ją wyjęła, bo na poczuła palący ból na nadgarstku. Po chwili ból ustąpił, ale za to pojawił się tam, taki sam symbol jak na kamieniu i jak przy przejściu w piwnicy. Dotknęła ryb, ale nic nie poczuła. Wstała z klęczek i weszła do korytarz, którym przybyła. Odwróciła się i jeszcze raz przyjrzała się grocie a następnie ruszyła z powrotem do hotelu.
Cała ta farsa śmierdzi mi mocną inspiracją mniej lub bardziej znanym serialem o syrenkach "H2O: Wystarczy kropla wody" - ukryte groty, magiczne znaki, władza nad wodą. Wam nie?
Rany, jak mnie boli składnia tych rozdziałów.


Niestety jej dobry humor nie trwał długo, bo tylko do kolacji. Wtedy to w restauracji zobaczyła Camerona, chłopaka ze szkoły, który od tygodnia próbuje się z nią umówić. Gdy tylko ją zobaczył uśmiechnął się szeroko i posłał jej perskie oczko. Krew w dziewczynie zabuzowała i pomimo że starał się kontrolować, to talerz z zupą, który niosła zacząć lewitować. 
Pominę, że wcześniej nie było ani słowa o Cameronie i jego próbach (może to ten, który klepnął ją w tyłek?).
Alexandra bardzo nerwowo podchodzi do każdej integracji z płcią przeciwną, zauważyliście? Jamesa oblewa wodą, bo wparował jej do łazienki; tego tam fana tyłków zdzieliła wodą po twarzy; teraz Cameron, biedaczek, nie może liczyć na jej przychylne spojrzenie, bo choć nie zrobił nic złego, to panna od razu się bulwersuje. No ej! I wy się, moje drogie panie, dziwicie, że nikt was nie chce...


-Kojarzysz może Camerona McAdamsa? Wiesz kupa mięśni a orzeszek zamiast mózgu.
-Aha.
-Od tygodnia się do mnie przystawia-na te słowa James gniewnie zmarszczył brwi i wyobraził sobie, jak łamie chłopakowi nos. Alexandra widząc jego minę ostudziła trochę jego zapędy.-Wiem, że z chęcią byś go sprał na kwaśne jabłko, ale to zrobisz potem, ale teraz bardzo, bardzo cię proszę idź i obsłuż jego i jego rodziców.-Tym razem z jej oczu biła istna desperacja, a brunetowi serce zmiękło i się zgodził. Alexandra rzuciła mu się na szyje i zaczęła dziękować.
Naprawdę nie wiem, co mam sądzić o relacji James-Alexandra. Z jednej strony są rodzeństwem, niby przyszywanym, ale potem Roxee cichcem daje nam do zrozumienia, jak gorąco Alex zaczęła dziękować za przejęcie jej zmiany (co się nie udało, gdyż Cameron zagroził wniesieniem skargi na hotel jeśli to wodna nimfa nie obsłuży jego i jego rodziny!).
Zauważcie również kolejną cechę Merysujek - one wręcz czytają w myślach albo są wyjątkowo dobre w odgadywaniu emocji na podstawie wyrazu twarzy. Chciałbym tak umieć, wtedy pozbyłbym się tylu problemów...


Podeszłą do stolika zajmowanego przez rodzinę McAdamsów i wyrecytowała formułkę, tak jak wcześniej James. Lecz zamiast złożyć zamówienie, Cameron zaczął przystawiać się do Alexandry i składać jej dwuznaczne propozycję. Była zażenowana całą tą sytuacją, więc milczała. 
Hej, a co to się stało? Od kiedy Alex nie umie zareagować na takie zagrania ze strony chłopców? Jestem zawiedziony.
Oprócz tego musiałem zamieścić tu ten fragment, bo jest tak niesamowicie bezsensowny, że ominięcie go śniłoby mi się po nocach. Jestem ciekaw, jak zareagowaliby rodzice jakiegokolwiek innego chłopaka, który przy stole, w zatłoczonej restauracji (co zostało zaznaczone na początku akapitu o pracy Alex jako kelnerki) rzuca jakimiś propozycjami w stronę młodej dziewczyny? I nie, nie łudźcie się, że tutaj zostało cokolwiek zrobione, gdyż kiedy mama Camerona w końcu się odezwała, nawet nie pisnęła słówkiem o zachowaniu syna, tylko spytała Alex, czy jest jego nową dziewczyną. Ki wuj.


-Smacznego- Powiedziała stawiając zupę na stole. Już chciała odejść, lecz Cameron złapał ją za rękę
-Jesteś taka piękna-powiedział całując ją w rękę, a Alexandra zarumieniła się bynajmniej nie z gniewu.
-Yyyyy, dzięki.- Odpowiedziała niepewnie.
-Ciekawe jesteś też taka śliczna pod tą masą ubrań.-Krew w żyłach dziewczyny zaczęła wrzeć. Już myślała, że nie jest taki zły, a tu znowu taki tekst. Jego rodzice udawali, że nic nie słyszą i dalej byli zajęci swoimi talerzami. Postanowiła wziąć z nich przykład i udawać, że nic nie miało miejsca i po prostu odejść zanim zrobi chłopakowi jakoś trwałą krzywdę. Odwróciła się tyłem, ale poczuła czują rękę na swoim pośladku.
-Ładna pupa-stwierdził, a zanim Alexandra zdążyła się zastanowić, cała zupa dnia wylądowała na głowie bruneta i zaczęła powoli spływać po jego twarzy. Odwróciła się do niego uśmiechnęła niewinnie i odeszła.
Nie mogę. Zaraz analiza postaci zamieni się w analizę opowiadania.
Alexandra w tym fragmencie przejawia słynną kobiecą cechę - zmienność nastrojów. W jednej chwili się rzuca z gniewu, zaraz później rozpływa się pod szarmanckim całusem w dłoń,
by następnie od nowa się wściekać. Owszem, sytuacja ją do tego zmusza, ale Roxee jest niekonsekwentna w kreowaniu charakteru Alex - wpierw jawi się jako osoba dość wybuchowa, a zaraz potem stoi jak kołek.
Rodzice Camerona po raz kolejny nie widzą nic złego w prostackich słowach syna, jedzą sobie spokojnie zupę, zapewne dumni z jego bezpośredniości w stosunku do kobiet. Mogę ewentualnie zrozumieć jego ojca, choć to i tak moim zdaniem przesada, ale matka, która powinna uczyć syna, jak zachowywać się przy dziewczętach, wychować go na dobrego partnera/męża/co tam jeszcze da się znaleźć? Się żem zirytował.
Na koniec, kiedy Cameron komplementuje cztery litery Alexandry, na jego głowie i twarzy ląduje dopiero co przyniesiona zupa. Oczywiście gorąca, ale najwyraźniej Don Juan ma jakąś specjalną powłokę, która chroni go przed poparzeniami. A jeśli danie było zimne - wtedy faktycznie warto napisać skargę na hotel albo wezwać Gesslerową.


Była wściekła, nie tyle na niego, co na siebie. Już od dawna starała się kontrolować, żeby nie zrobić niczego dziwnego, a wystarczy jeden gest i ma ochotę utopić gościa w oceanie. 
Koleżka ją obmacuje i rzuca dwuznaczne teksty? Aj tam, zdarza się. Ważniejsze to, że znowu kogoś oblała, mniejsza o to, czy wodą, czy zupą! Tok myślenia gimnazjalistek i ułomnych przedstawicielek starszych roczników.


Podeszła do Jamesa i poprosiłaby ją zastąpił, bo się źle czuję. On, mimo że nie wierzył w jej problemy ze zdrowie, zgodził się
Od tej chwili James jest dla mnie zagadką, a konkretniej - jego płeć. Nagle okazuje się też, że jest szefem wszystkich szefów i bez żadnego problemu zwalnia Alex z obowiązków kelnerki w porze godzin szczytu, a kierownik hotelu nie ma nic do gadania. Bo James tak powiedział(a).


Odkąd pamięta robiła dziwne rzeczy. Samym wzrokiem przesuwała przedmioty a woda robiła, co jej kazała. Od kąt przybyła na wyspę jej moc stawała się coraz silniejsza, a od wczorajszej nocy, gdy otrzymała ten dziwny tatuaż przestała całkowicie nad nim panować. Przeanalizował to wszystko jeszcze jeden raz i wpadła na pewien pomysł. Skoro potrafi to, co potrafi to może zamiast z tym walczyć to powinna się temu poddać i nauczyć się kontroli, by wykorzystać te umiejętności tylko wtedy, gdy będzie chciała? 
Tutaj nimfa przebywa w tej wypasionej latarni morskiej.
Odniosłem wrażenie, że Alex dopiero na tej wyspie żywiołów zaczęła mieć tę moc, nic wcześniej nie było na ten temat mówione, a tu o, niespodzianka! Podobno jej moce tylko przybrały na sile, co wyjaśnia te wszystkie zaskakujące zwroty akcji z wodą w roli głównej.
Pojawia się tam również tajemniczy mężczyzna, którego tożsamości niestety nie poznajemy, zbyt zajęty jest analizą (może to ja?).
Dziewczątko podejmuje decyzję o samodzielnym nauczeniu kontroli żywiołu, jakim jest woda. Życzymy powodzenia.
Dziwi mnie ten błąd "od kąt", skoro na początku fragmentu zostało zapisane dobrze. Mój doradca i dostarczyciel świeżynek uważa, że może to jakieś alter ego pisało to zdanie. Kto wie.

Rozdział 5.

Obróciła się i zobaczyła Alysson. Alexandra przestraszyła się i przestała kontrolować wodę, która poleciała w stronę kobiety. Zanim zielonooka się zorientowała, całą głowę miała mokrą. Dziewczyna podciągnęła kolana pod brodę.
-Mam się już pakować prawda?-Zapytała drżącym głosem. Alysson pokręciła tylko głową i się uśmiechnęła.
-Pakować? Po co?- Kobieta usiadła obok siostrzenicy i objęła ją ramieniem.
-Nie chcesz mnie odesłać do sierocińca? Jestem przecież inna.- Oznajmiła prawie szeptem.
Znowu ktoś oberwał. To nauczenie się panowania nad mocą jest faktycznie dobrym pomysłem, bo, szczerze mówiąc, ciągłe oblewanie kogoś wodą mnie osobiście zaczyna nudzić. Ktoś mógłby wreszcie spłonąć czy co.
Dramatyczna, pełna smutku i nienawiści do samej siebie rozmowa jest chyba klasyką. Zakładanie z góry, że jest źle, bycie bliską płaczu, mówienie o inności po prostu musi wystąpić w każdym szanującym się opku.
Alysson w odpowiedzi uważa Alex za wyjątkową, a później wyjawia, że jej [Alex] mama również miała różne fajne zdolności.

-Pomożesz mi opanować moje umiejętności?
-Wskażę ci tylko drogę, do celu musisz dojść sama.



Alexandra weszła do łazienki i mając na uwadze wrodzoną ciekawość Jamesa, zamknęła drzwi na klucz i dopiero wtedy zaczęła się rozbierać.
Mamy progres!

Alexandra siedziała na swoim zwykłym miejscu na stołówce. Obserwowała innych uczniów. Każdy miał swoją grupę i swoich przyjaciół i nie kwapił się by zaprzyjaźnić się z nową, dlatego niebieskooka na lunchu ciągle siedziała sama.
Miejsce takie zwykłe wow, aż chciałoby się rzec.
Nie wiem, czy ona jest nieśmiała, czy na tyle zadufana w sobie, by oczekiwać od innych nadskakiwania i zabiegania o jej względy. Jeśli nikt do niej nie zagaduje, czy takim dużym problemem jest powiedzieć "cześć" kolegom z klasy, spytać chociażby o pracę domową?
Jak na razie wygląda to tak, że cały czas w szkole uczniowie spędzają w stołówce.


-Jasne. Jestem Sebastian.-Powiedział wyciągając rękę nad stolikiem.
-Alexandra.-Przedstawiła się i podała mu dłoń. Gdy go dotknął przez jej ciało przeszedł dreszcz. Zamrugała ze zdziwienia i spostrzegła, że chłopak jest tak samo zdzwiony jak ona. Lecz młody Collins jakby nie spostrzegając ich zakłopotania zapytał.
O ile się założymy, że między tą dwójką będzie tru lof? Poza tym Sebastian nie oberwał niczym, nawet z plaskacza. Czyżby to ten jedyny???


Rozdział 6.

-Nie wiem, jeszcze nigdy nie spotkałam…..-Urwała nagle, a potem walnęła się otwartą dłonią w czoło.-Ty jesteś wodą, prawda?
-Prawdopodobnie, ale nie jestem stu procentowo pewna.-Odpowiedziała zgodnie z prawdą.-Nie wiem, jakie dokładnie ma moce władczyni, ale woda słuchała mnie od zawsze. Rozumiemy się w pół słowa..
Rly? Woda robi co Alex zechce, na każdym kroku coś się jej w związku z tym przytrafia, a ona nie jest pewna. Dodając to do wszystkich dotychczasowych wniosków, ogólny zarys Alex to niezdecydowana, wybuchowa i nieco tępa pannica. Mam ochotę pacnąć się w czoło jak jej rozmówczyni.


Rozdział 7.

Alexandra niepewnie przesunęła się klika kroków do przodu i wyciągnęła rękę w kierunku blondwłosej zjawy. Ona uśmiechnęła się nieznacznie i powtórzyła gest.
 -Jesteś wyjątkowa, Alexandro.-Powiedziała przyjaźnie, dotykając opuszkami palców, jej dłoni, a dotyk przypominał, niebieskookiej, muśnięcie piórka.- Musisz nauczyć się panować nad swoją mocą.-Rozkazała jej i zaczęła blaknąc.- Bo bez tego zginiesz.-Wypowiedziała ostatnie słowa i rozpłynęła się we mgle. Brunetka stała jeszcze przez chwilę bez ruchu a następnie odwróciła się do rudowłosej, która stała przy oknie.

Już ją upewniliście w jej wyjątkowości, może teraz ktoś zrobi to samo w kwestii bycia władczynią wody?
Trochę zabawnie to wygląda, najpierw zjawa się uśmiecha i muskają się palcami, a na koniec radośnie informuje Alex, że ta niechybnie zginie, jeśli nie nauczy się panować na żywiołem. 



Rozdział 8.

Alexandra szła korytarzem szkolnym, czując na sobie wiele spojrzeń. Kaptur naciągnęła na głowę, tak aby nie było widać twarzy. Zwykłe nastolatki, normalnie, martwią się o pryszcze na twarzy, ale nie ona. Jej zmartwieniem jest nowa runa. 
Uff, już się zaczynałem martwić.
W stołówce nikt nawet na nią nie zerkał, natomiast na korytarzu jest przez te spojrzenia osaczona. Może w tym sęk? Zagadać do kogoś podczas przerwy, a nie na obiedzie? Oczywiście najpierw musiałaby zdjąć kaptur, gdyż mało kto chciałby mieć do czynienia z podejrzanym typem, który niewątpliwie ma coś do ukrycia. Nawet, jeśli jest to magiczna runa.



I to wszystko. Rozdziały tego opka są tak krótkie, że nie dało się więcej z nich wycisnąć poza tym, co się chwali!, autorka nie skupiała się aż tak na wyglądzie postaci, tylko samej akcji. Boli mnie jedynie sposób zapisywania treści, wszystkie błędy, kwicząca interpunkcja, logika ziemniaka etc.
Dwójka dziś, bo mnie natchnęło, ot co. Ale spokojnie, to się nie powtórzy, bo w tygodniu nie mam czasu.

Mam też słówko do samej Roxee - może zgłoś się do bety, która poprawi i wskaże błędy, gdyż, jak już wspomniałem na początku, masz jakiś pomysł na tę historię i szkoda byłoby go zepsuć. Na początek możesz też sama przejrzeć rozdziały i usunąć literówki.

48 komentarzy:

  1. Całkiem sympatycznie się czytało. Bohaterka jest typową merysu, ale co zrobić. Przez chwilę myślałam, że ten Cameron to będzie ogień (skoro ona woda), a do tego wcale nie poparzyła go zupa! COŚWTYMJEST.

    A relacja między rodzeństwem (czy kuzynostwem) przypomina mi wszystkie złe opka yaoi z Sasuke i Itachim ;-;

    OdpowiedzUsuń
  2. WTH, człowieku, co Ty żeś wyczynił! Wczoraj tylko 30 komci, dziś ponad setka, nie ogarniam ;-; taka drama mnie ominęła!

    Prostackie zachowanie typu klepanie w tyłek jest wstępem do trulvoa! No co Ty, nie wiesz takich podstaw? ;/ Tak samo, jak gwałt lub jego próba, też wstep do jedynej słusznej miłości.

    -Pomożesz mi opanować moje umiejętności?
    -Wskażę ci tylko drogę, do celu musisz dojść sama.

    Coelho, ani chybi.

    Czekam na gównoburzę, jak nie u siebie, to chociaż tutaj będę wojować wirtualnym patykiem z kupą!

    OdpowiedzUsuń
  3. Tok myślenia gimnazjalistek i ułomnych przedstawicielek starszych roczników. - Nie rozumiem jak można obrażać kogoś kogo się nie zna i to w takiej liczbie.
    Tak się skarżysz na błędy, a zdania sam nie potrafisz dobrze zbudować w niektórych chwilach: ,,zwykle klepnięcie w tyłek się kończy seksami w składziku, o ile mi wiadomo.'' Sekami hahaha a to dobre. W ogóle istnieje takie słowo? Mi się wydaje, że nie, jednak autor bloga chyba myśli inaczej.
    Po wykrzykniku by stawić przecinek to trzeba być mistrzem po prostu, żenada.
    Można w poście także zauważyć parę literówek, ale co tam, przecież to nic takiego. Jak to czytam mam wrażenie jakbym miała dotyczenie z jakimś smarkaczem. ,, Lubię komuś powiedzieć, że ma w huj błędów, a sam je popełniam i komuś wytykam'' To chyba twoje motto. Nie wiem czy masz po prostu takie duże, wysokie czy nawet wyolbrzymione mniemanie o sobie czy jesteś narcyzem. Świat to nie ruletka którą zakręcisz i wytkniesz wypisane na niej błędy które sam popełniasz. Sam prowadzisz ocenialnie, ale czy prowadzisz bloga? Spróbuj coś napisać wyślij mi to, a ja ci powiem co o tym sądzę. Obchodzi cię to? Wątpię. Jednak autorka lub autorki bloga mają prawo popełnić błędy. Ty także. To, że piszesz recenzje nie znaczy, że możesz sobie pojechać po kimś tak grubiańsko. Nienawidzę takich ludzi jak ty, jednak nie martw się. Jeszcze tu wpadnę i nie jedno ci wytknę. Uśmiech, uśmiech panie bo dostaniesz w banie. Na wiersze mi się zebrało no nic. Zobaczymy czy się przypadkiem ilością przecinków nie zadławisz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pierwsze oburzenie? Odhaczone!
      Pokaż mi moja droga w którym momencie facet w peruce kogoś obraził? Ja tu tego nie widzę. Wiadomo każdy może popełnić błąd, ale jeśli cały rozdział jest pełen błędów to coś jest tutaj nie tak. A jeśli chodzi o seksy to jest to neologizm. Wiesz co to jest? Nie to sprawdź :)
      Pozdrawiam

      Usuń
    2. To nie obraza. Tylko krytyka tekstu, nauczcie się to odróżniać. Facet w peruce nigdzie nie napisał, że autorka ma wszy na pępku i tresuje je nocami do cyrku.

      Nie "sekami", a "seksami" (plz...), analizatorzy piszą czasem "ópojne", "gópje" - wiesz, to taka stylizacja, ale niektórzy nie widzą jej nawet wtedy, gdy ta kopnie ich w twarz :(

      Zaskoczę Cię, ale po znaku zapytania TEŻ można postawić przecinek! SZOGGGGGGGGGGGG

      Ten "huj" dużo o Tobie mówi. Srsly.

      Wiesz, to trochę jedno i to samo, bo narcyzi zwykle mają wyolbrzymione mniemanie o sobie :(

      Przed "który, które, która" itd. stawiamy przecinek. To tak btw. I błagam, nie rzucaj tu tekstami typu Coelho, bo nie wiem, chyba tylko w jego książce mogłaś to znaleźć .___. (o tę ruletkę mi chodzi).

      Mnie na przykład bardzo obchodzi krytyka, dzięki niej dziś piszę lepiej niż... dawno temu. Kiedyś moje opka nadawały się pod kompletną analizę treści, w sumie żałuję, że jej uniknęłam, bo wtedy pewnie szybciej poprawiłabym warsztat, a tak, cóż, zajęło mi to prawie dwa lata.

      Kwik. Nie, tu nikt po nikim nie jedzie, głównie Wy w komentarzach, ale to już świadczy o Was, wyzywanie od "hujów" itd. well, co ja się będę produkować... i tak nie dotrze, prawda?

      Nienawiść to trochę duże słowo jak na internetowego blogaska. Jeśli jesteś wierząca, to polecam się wyspowiadać.

      "Niejedno" pisze się razem, ale co ja tam wiem.

      Może wystartuj w jakimś konkursie poetyckim? Wróżę świetlaną przyszłość .___.

      Usuń
    3. Jezu, jaki piękny oburz, a to chyba nawet nie jest ałtorka opka...

      Usuń
    4. Ćśś, nie płoszcie, bo już przygotowałam mój wirtualny patyk z kupą od wojowania w Internetach.

      Usuń
    5. "Świat to nie ruletka którą zakręcisz i wytkniesz wypisane na niej błędy które sam popełniasz." - Za długie chyba na kółeczko, ale piękny cytat na szablon. <3

      Usuń
    6. Och nie, znowu to samo!
      Droga Yuki, po pierwsze tu nie ma ocenialni. Nikt też nikogo nie obraził, tylko skrytykował.
      Po drugie, czemu wytykasz mi nieistniejące błędy, zamiast poszukać ich u Roxee, z którą się kolegujesz? Taka językoznawczyni jak ty nie mogła ich przeoczyć! Ten wykrzyknik był w ramach wtrąconego wykrzyknienia, wiesz?
      Poza tym, Roxee nie potrzebuje obrońcy, umie użyć klawiatury i sama to skomentować.

      Usuń
    7. Ja też bym się wtrąciła, bo oburzenie cudowne i wspaniałe, ale niech się Den nawojuje, ona ma niedosyt bitew w gównie xD
      Generalnie "sam popełniarz błendy, przecinek po wykrzykniku!!!..!oneone" zrobiło mi dzień. Zaznaczam, że cytat nie jest dosłowny, skomplikowałam sens całego komcia w paru słowach :3

      Wyjątkowość, z którą bohaterka sobie nie radzi w tłumie, to taki życiowy smuteczek ;_; Wszyscy z pewnością jej współczują tej urody i wszystkiego, takie nieszczęśliwe dziecko.
      Poza tym granie zimnej i nieprzystępnej, grubiańskiej laski jest na blogaskach bardzo... sexi, you know :3

      Usuń
    8. Mózgu, po piwie też powinieneś działać. Skompilowałam, tam nie było czego komplikować ;_;

      Usuń
    9. Zapowiada się tak pienknie, a z telefonu pisać muszę... :(

      Usuń
    10. "Świat to nie ruletka którą zakręcisz i wytkniesz wypisane na niej błędy które sam popełniasz." Uważam, że to się nadaje na BELKĘ

      Usuń
    11. ˜„Po wykrzykniku by stawić przecinek to trzeba być mistrzem po prostu, żenada.” Ktoś tu ma awersję do przecinków cudzych i własnych :<
      Hura! Zdążyłam na burzę.

      Usuń
  4. Jak ty wybierasz te blogi, że zawsze ci się udaje taki oburz wywołać? ;P

    OdpowiedzUsuń
  5. Uhuhuhuhuhuhu
    Ja tylko czekałam na te wasze odpowiedzi do mojego komentarza. A tę ruletkę sobie wymyśliłam. Tak jak pisałam każdy może popełniać błędy. Krytyka krytyką, ale ta tu jest hmmm dziwna? No chyba ja to tylko tak widzę. Wasze opinie co do mojego komentarza mam głęboko tam gdzie słońce nie dociera. Może i po moim ,, huj'' coś tam o mnie świadczy, ale czy aby na pewno? Nie lubię ludzi którzy uważają, że jak im pokażę rąbek, kawalątek mnie już myślą och jaka ona jest taka i owaka. Tralalalala co mnie to obchodzi? Każdy ma inne gusta i nie koniecznie ktoś musi w nie trafić powinniście to zrozumieć, ale nie. Tu każdy woli jechać po każdym. Hahahaha.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak, niektórzy lubią "huje", ale co nam do tego, nie?
      Ja tam na przykład wolę wypowiadać się kulturalnie.

      I tak, świadczy to o Tobie. Dużo ;)
      Skomciałam Ci blogaska, bejbe!

      Usuń
    2. A ja wolę się wypowiadać poprawnie ortograficznie, ale ja to już taki relikt przeszłości ;_;
      Den, możesz mnie za pięć lat odkopać na jakiejś plaży, zgarniesz milijony xD

      Usuń
    3. Zabytek to coś, co jest starsze niż 50 lat.
      A poza tym archeologów bardziej kręci, jak coś leży w ziemi od kilku tysięcy lat, sorry, musisz trochę poczekać :P

      Usuń
    4. To odleżę swoje, co mi tam... czy się stoi, czy się leży, pięćset złotych się należy :3

      Usuń
  6. Tej lasce od oburzu skomciałam blogaska. Niestety miała opcję do komciania przez G+, więc musiałam podpisać się nazwiskiem, dlatego liczę na oburz. Taki solidny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Który? Bo ma ich mnóstwo:)

      Usuń
    2. http://dwie-dziewczyny-i-akatsuki.blogspot.com/ - ten, pierwszy niezawieszony na jaki natrafiłam ;p

      (sorry za kryptoreklamę)

      Usuń
    3. Analizowałbym.

      niezalogowany fwp

      Usuń
  7. Dzięki za krytykę. Przyjmę ją z otwartymi ramionami. Jeśli chodzi o Roxee, to jakby chciała to by się dawno wypowiedziała, jednak ja do niczego nikogo nie zmuszam. Nie chce to nie. Proste.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, gdyby zależało mi na obrażeniu Roxee, to nie napisałbym na końcu, że warto poszukać bety, tylko "usuń bloga i nie marnuj miejsca w oceanosferze swoim gunwem". Bo, teraz mówię poważnie, jej ogólna idea jest całkiem niezła, ale ilość błędów składniowych, ortograficznych i interpunkcyjnych sprawia, że odechciewa się czytać.
      Ale przecież o wiele łatwiej jest wylecieć z oburzeniem i pouczać obcych, chociaż samemu się popełnia błędy. Uważasz się chyba za wielką ekspertkę od pisania opowiadań, a widziałem twoje opisy u Roxee - są tylko nieco od Wyspy Żywiołów lepsze, synonimów kompletny brak, wszędzie "lecz, lecz, lecz".

      niezalogowany facet w peruce

      Usuń
    2. Tak szczerze masz rację, co do mojego lecz, lecz, lecz czasem po prostu nie potrafię zastąpić tego głupiego słowa jakimś innym. Jeśli chodzi o to, że sama popełniam błędy to też masz rację ^^ Jestem zielona, jeśli chodzi o ortografię, ale próbuję się jej nauczyć i do niej dostosować. Sama uważam, że to co napiszę jest beznadziejne więc mów czy pisz co chcesz.

      Usuń
    3. Wytłumacz mi, bo nie rozumiem - najpierw wyskakujesz z komentarzem, jak to mnie nienawidzisz, gdyż śmiałem zanalizować bloga twojej znajomej, rozpisujesz się o błędach i jakichś ruletkach życia, a teraz przyznajesz mi rację. Czy ja coś nieświadomie wziąłem, czy po prostu cała ta dyskusja bezsensownie nabija komcie?

      Usuń
    4. Hmmm jak to ująć... O ujmę to tak. Nigdy nie mieszkałam w Polsce więcej niż dwa lata. Umiem trochę tam gdzie powinno wstawiać się przecinki itd. Jednak chciałabym umieć dużo więcej. Nauczyłam się tylko jak na razie tych najprostszych rzeczy z ortografii. Nie pisałam jak cię nienawidzę gdzie ty to masz?

      Usuń
    5. Nienawidzę takich ludzi jak ty, jednak nie martw się - O tu, na przykład.
      I proszę, nie wymawiaj się teraz rzadkimi pobytami w Polsce. Nie to, że ci nie wierzę, ale skoro nie znasz języka na takim poziomie, by wytykać innym błędy, to po prostu tego nie rób. Tylko się tym ośmieszasz.

      niezalogowany fwp

      Usuń
  8. Facecie w peruce, masz jakiś radar podczas szukania takich blogów? :D. Nieźle Ci to wychodzi.

    OdpowiedzUsuń
  9. "Alexandra bardzo nerwowo podchodzi do każdej integracji z płcią przeciwną, zauważyliście? Jamesa oblewa wodą, bo wparował jej do łazienki; tego tam fana tyłków zdzieliła wodą po twarzy; teraz Cameron, biedaczek, nie może liczyć na jej przychylne spojrzenie, bo choć nie zrobił nic złego, to panna od razu się bulwersuje. No ej! I wy się, moje drogie panie, dziwicie, że nikt was nie chce..."

    Ej, ale to mi się nie podobało. Bohaterka ma święte prawno nerwowo reagować na niechciane "próby integracji"; serio, uważasz, że powinna się cieszyć, kiedy ktoś włazi jej do łazienki w trakcie kąpieli albo klepie po tyłku? A może uśmiechnąć się i podziękować, że ktoś się nią łaskawie zainteresował?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tu akurat miało być trochę ironicznie, ale chyba mi nie wyszło. Poprawię ten fragment jak tylko wrócę, aby brzmiał tak, jak zamierzałem.

      niezalogowany fwp

      Usuń
  10. To, że uważasz, że nie znam języka na tym poziomie to masz swoje zdanie. Uwielbiam czytać. Więc nauczyłam się całkiem sporo. Jakieś 5 lat temu w ogóle nie umiałam pisać. Uważam, że to duży postęp wiedzieć przynajmniej podstawy ortografii. W przeciwieństwie do ciebie uważam, że każdy może się wypowiedzieć, nawet jeśli ta osoba ma małe doświadczenie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O maj gasz! 5 lat temu, nie umiałaś pisać! Tylko, gdzie tu logika? Skoro, nie potrafisz pisać po mojemu, to może - pisz po swojemu? Możesz mi teraz wytknąć, że mój tok myślenia, jest dziwny, czy coś. Pozwalam.

      Do FWP/Fwp świetna analiza! Ja wręcz kocham, czytać takie blogi. Przecież, śmiech to zdrowie ;).

      Pozdrawiam,
      Widmo z telefonu.

      Usuń
  11. Odpowiedzi
    1. A jeśli, jest pewna, a nie wie, że nie ma racji? Takie przypadki, też się zdarzają.

      Pozdrawiam,
      Widmo z telefonu.

      Usuń
  12. Ee tam, niektórzy narzekają :D A mi się blogasek naprawdę podoba, jest się z czego pośmiać ;)
    I spójrzmy prawdzie w oczy - w tych czasach za pisanie opowiadań biorą się ludzie, którzy nie powinni. Nieziemsko piękne postaci, promienie słońca, smutne dzieciństwo, nachalni adoratorzy... Naprawdę się cieszę, iż moje główne bohaterki mają rzadkie włosy i szpiczasty nos ^^
    Pozdrawiam autora bloga i czekam na kolejny post :D

    OdpowiedzUsuń
  13. Kiedy nowa analiza?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak znajdę trochę wolnego czasu, ale w tym tygodniu powinna się pojawić.

      Usuń
  14. Jesteście odrobinę, tylko odrobinę ,niesprawiedliwe. Dziewczyna się rozwinęła. Ma trochę lepszy styl. Jej poprzednie opowiadanie było katastrofą, sama to przyznała. Nie wiedziałam czy mam płakać, czy wykorzystać jakieś ostre narzędzie.
    Miała szukać bety, teraz oficjalnie jest nią Yuki. Chyba. Pisałam i to niejednokrotnie, że robi błędy . Co ja, stara baba, mogę zrobić? Napisać co sądzę, wskazać gdzie jest źle. I dac sobie spokój, jak cię mają...
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A także odrobinę, tylko odrobinę mężczyznami. Mogłabyś to zauważyć, gdybyś przeczytała choć kilka zdań, zamiast od razu komentować, wychodząc z założenia, że post zawiera bezpodstawne hejty.

      I nie, FWP nie jest niesprawiedliwy, bo fakt, że poprzednie opko było gorsze, nie znaczy, ze obecne jest OK.

      PS Facet jest akurat, jak na standardy analizatorskie, bardzo uprzejmy i mało złośliwy.

      Usuń
  15. Chwila, moment. Teraz to Ty bezpodstawnie osadzasz mnie. Przeczytałam całość i fakt, przepraszam najmocniej, że zmieniłam płeć. Nie uważam, pod żadnym pozorem, iż krytyka jest są ostra, wulgarna, czy coś w tym stylu. Czytam wiele blogow i wierz mi, od razu można poznać, który pisze małolata, a który przynajmniej licealista. Potrafię znaleźć błędy, na krytyka nie nadaję się, jestem za miękka.

    OdpowiedzUsuń
  16. Mówta co chceta, ale ja sama chciałabym taką opinię ;D

    OdpowiedzUsuń